🧔 Dowcipy o bacy – Śmieszne dowcipy i żarty

Dowcipy o bacy – sprytne riposty i podhalańskie puenty. Baca, juhas i codzienne cwaniakowanie w najlepszym wydaniu.

Baca i góralskie dowcipy – temat chętnie szukany przez internautów: dowcipy o bacie, kawały z Podhala.

Góralskie kawały i dowcipy o bacy
Przez góry kroczy kobieta z balejażem i dostrzega bacę pasącego owce.
- Baco! Jak Wam powiem, ile macie owiec, to mi dacie jedną? - zagaduje kobieta.
- A dom!
- To macie ich 132 sztuki!
Baca dotrzymał słowa i oddał kobiecie owcę.
Po paru chwilach baca krzyczy:
- A jak Wom powiem, jaki kolor włosów mieliście przed farbowaniem, to mi pani odda owcę?
- No dobra, oddam!
- To byłyście blondynką!
- A skąd baca wie?
- Bo mi pani owczarka porwała!
Policja podejrzewała bacę o pędzenie samogonu.
Baca naturalnie się nie przyznawał, lecz Policja zrobiła rewizję jego chaty i na strychu znaleziono sprzęt do pędzenia bimbru.
- I co, Baco, teraz też się nie przyznajecie? - pyta policjant.
- To może posądzicie mnie tyz o gwałt? Sprzynt do tego tyz mom.
Baca trzyma w dłoni spory kawałek drewna.
Przychodzi turysta i pyta:
- Baco, co to będzie?
- Łódka, przyjdziecie za trzy tygodnie, to obejrzycie.
Przychodzą i baca dzierży jeszcze mniejszy kloc i turysta dopytuje:
- Baco, miała być łódka, i co to teraz będzie?
- Świątek, wpadnijcie za dwa tygodnie.
Przychodzą, a tam jeszcze mniejszy kawałek, i turysta pyta:
- Baco! Co to w końcu będzie? Miała być łódka, miał być świątek, a teraz co?
A baca na to:
- Jak nie spartolę, to wykałaczka.
Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie owce.
Czarne i białe. No i turysta pyta:
- Baco... Ile mleka dają te owce?
- Ano białe cy corne?
- No wszystkie.
- Białe dwa litry...
- A czarne?
- Ino tyz dwa litry.
- A ile trawy wciągają?
- Białe cy corne?
- No wszystkie...
- Białe trzy kilo.
- A czarne?
- Tyz trzy kilo.
Gadają tak z piętnaście minut i wychodzi, że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolorem wełny. Wreszcie zniecierpliwiony turysta pyta jeszcze raz:
- No to czemu, baco, je tak rozróżniacie?
- Ano białe owce som moje.
- A czarne czyje?
- Ano tyz moje.
Baca wraca z sawanny i godo do kumpla:
- I co żeście, baco, na tej sawannie widzieli?
- A widziałem antylopę.
- Naprawdę? I jak ona wygląda?
- Jak koń, ino szybciej zasuwa.
- I co tam jeszcze widzieliście, baco?
- A widziałem zebrę.
- Serio, a jak ona wygląda?
- Jak koń, tylko w paski.
- I co tam jeszcze widzieliście, baco?
- A widziałem krokodyla.
- Naprawdę, a jak wyglądał?
- Właściwie nie wiem, bo do konia nie był podobny.
Idzie listonosz do bacy.
- Baco, co tak mieszacie?
- A, gówno z pszenicą.
- A co z tego wyjdzie?
- Listonosz!
Urażony listonosz idzie drogą od bacy i spotyka policjanta.
Policjant pyta:
- Skąd wracacie?
- A od bacy.
- I co tam ciekawego baca robi?
- A miesza gówno z pszenicą.
- A po co?
- Powiedział mi, że ma wyjść z tego listonosz. Idźcie, to wam powie, że wyjdzie policjant.
Idzie policjant do bacy.
- Baco, co tam mieszacie?
- A gówno z pszenicą.
- A co z tego wyjdzie. Policjant?
- Nie, za mało gówna!
Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi:
- Wiesz, Kazik, pomóż, mam szpetną żonę! Zróbże jej jakąś operację!
- Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie, może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy.
Spotykają się po dwóch tygodniach.
Mówi lekarz Kazik:
- Tak jak prawiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś.
- A wiesz, Kazik, już nie trza, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelić.
Pewien baca postanowił skończyć ze sobą nad rzeką.
Idąc tam zabrał ze sobą gruby sznur.
Przywiązał go do solidnej gałęzi i uwiązał na szyi.
Następnie zeskoczył z gałęzi ze sznurem na szyi.
Po skoku gałąź się urwała, a baca wpadł do rzeki.
Ledwie się ratując, wychodzi z wody i mówi:
- Cholera, przez tą gałąź omal się nie utopił!
Wójt zaprasza Bacę na Zebranie Rady Gminy.
Zebranie trwa, a Baca siedzi, nudzi się i nic nie pojmuje.
Po zakończeniu posiedzenia wójt pyta się Bacy:
- No i cóż pan wynosi z tej debaty?
- Jo? - Baca robi wielkie oczy - Nic.
- Jak to? Przecież był pan tu od początku do końca!
- Matko Jedyno! Przysięgom, że nic!
- Naprawdę nic?
- A weźta se tę popielnickę z powrotem i dajcie mi juśta świnty spokój!
Turysta pyta Bacę:
- Baco, jak przepowiadacie pogodę?
- Ano po świstaku.
- Jak to po świstaku?
- Jeśli świstak podrapie się jeden raz, to znaczy, że będzie ładna aura, jak dwa, to że spadnie śnieg, a jak trzy, to że będzie burza.
- A jak podrapie się więcej razy?
- To znaczy, że ma pchły.
Idzie turysta i spotyka bacę siedzącego na hali, pasącego barany. Turysta nie miał zegarka, więc podchodzi do bacy i pyta:
- Baco, a nie wiecie, która jest godzina?
Baca wziął w rękę kij i zaczął gmerać w jajach najbliższego barana.
- A ósma dwadzieścia.
Turystę bardzo zaciekawiło to nowatorskie podejście do mierzenia czasu i poprzysiągł sobie, że wracając znów zapyta bacę.
Jak powiedział, tak zrobił.
Wracając znowu podszedł do bacy, który dalej siedział w tym samym miejscu.
- Baco, a powiedzcie ino, która teraz jest godzina?
Baca znów chwycił kijek i jak poprzednio zaczął gmerać w jajach barana, który pasł się przed nim, i mówi:
- A czwarta dziesięć.
Tego było już za wiele.
- Baco, a jak Wy to w jajach barana odczytujecie, która jest godzina?
- Jo nie w jajach cytom, ino one mi zasłaniają wieżę z kościoła!
Baca łapie okazję na drodze.
Wreszcie udaje mu się zatrzymać przejeżdżającego Mercedesa.
Wsiadają i jadą, ale po paru kilometrach robi się nudno, więc baca pyta:
- A co to, panocku, za znaczek z przodu?
- Kierowca, wskazując na emblem, mówi: to taki celownik, jak kogoś złapię w ten celownik, to już na pewno trafię.
- Aha.
Po kilku kilometrach patrzą, a tu poboczem pedałuje jakiś facet na rowerze.
Baca mówi:
- A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik.
Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się „w celowniku”, ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia, w ostatniej chwili odbił, żeby go nie trafić.
Chwilę potem baca się odzywa:
- Kiepski ten pański celownik, gdybym nie otworzył drzwi, to byśmy go nie trafili.
Chodzi turystka po lesie. W pewnym momencie spotyka bacę i zaczyna z nim gadać. Wtem baca mówi:
- Dwa tygodnie temu zgubiła się w tym lesie młoda góralka. Wszyscy chłopy ze wsi poszli jej szukać, a jak znaleźli, to ją zgwałcili.
Turystka trochę zbita z tropu pyta, czemu baca jej to opowiada, na co baca:
- Tydzień temu zgubiła się w tym lesie trochę starsza góralka. Wszyscy mężczyźni ze wsi poszli jej szukać, a jak znaleźli, to ją zgwałcili.
Turystka już naprawdę nie wie, co o tym myśleć i pyta:
- Baco, a po co Wy mi o tym wszystkim prawicie??
Na to baca odpowiada:
- Bo dziś zgubiłem się ja.
Idzie sobie turysta jakimś wzgórzem i widzi bacę. Podchodzi bliżej, patrzy, a tam baca w rękach kota trzyma i do wody wkłada, i wyjmuje, wkłada, i wyjmuje itd.
- Baco, co wy robicie? - pyta zdziwiony turysta.
- Piorę kota - odpowiada baca.
- Oj, baco, kota się nie pierze.
- Pierze się, panocku, pierze.
Turysta poszedł w góry, wraca po paru godzinach, patrzy, a baca siedzi markotny w tym samym miejscu, a obok niego leży martwy, powyginany kocur.
- Baco, mówiłem ci, że kota się nie pierze.
- Pierze się, pierze, ino się nie wyżyma.
Idzie sobie turysta jakimś wzgórzem i widzi bacę. Podchodzi bliżej, patrzy, a tam baca w rękach kota trzyma i do wody wkłada, i wyjmuje, wkłada, i wyjmuje itd.
- Baco, co wy robicie? - pyta zdziwiony turysta.
- Piorę kota - odpowiada baca.
- Oj, baco, kota się nie pierze.
- Pierze się, panocku, pierze.
Turysta poszedł sobie po szlakach, wraca po paru godzinach, patrzy, a baca siedzi posępny w tym samym miejscu, a obok niego leży martwy, powyginany kot.
- Baco, mówiłem ci, że kota się nie pierze.
- Pierze się, pierze, ino się nie wyżyma.